środa, 4 lutego 2015

2 SEZON | Rozdział 27

Tak z góry mówię, że post piszę w środę o godzinie 17:06.. Obwiniajcie Mary! Bo nic nie napisała :/
_______________________________________          ____________________________
             *Ross*
Uciekałem najszybciej jak mogłem! Widziałem jak Laura płakała. Przebiegałem przez park, było gorąco. Zatrzymaliśmy się przy wielkim głazie otoczonym krzakami. Głaz znajdował się na końcu parku, przy małym jeziorku. Wiele osób znajdowało się w parku, jak to ludzie, wpatrywali się w nas jak w obrazek -,- Laura szepnęła mi na ucho, że w jednym z krzaków jest przejście w polanę. Prędko tam wlecieliśmy i położyliśmy się od razu na trawę. Laura się mocno we mnie wtuliła i rzekła:
- Ross, a jeśli jemu się coś stało? Możesz iść za to do więzienia!
- To był ruch impulsywny i niezależny ode mnie. Nie mogłem pozwolić, by Cię skrzywdził...
- Wiem i dziękuje Ci za obronę. Ten idiota nasypał mi prochy do picia!
- Nawet jeśli zgłosi to na policję to on będzie siedzieć dłużej niż ja :) Mimo wszystko, będzie dobrze
- Lepiej się czuję, wracamy do domu? Muszę się pogodzić z Vanessą i ogarnąć kilka spraw
- Pewnie, chodź idziemy na lotnisko
NASTĘPNY DZIEŃ
 *Vanessa*
Powoli mijał tydzień od wyjazdu Laury. Trochę szkoda mi jej, nie mogę jej powiedzieć, że to Dylan mnie zmusił do nagiej sesji i zgwałcił :( Zaplanował porwanie :'(   Przecież Laura go chyba jeszcze kocha...
Mam nadzieję, że mi wybaczy i zrozumie, że : Dylan to idiota!
Po chwili do domu weszła Laura z Rossem. Widoczne było to, że oboje byli w dobrym humorze :D
- Laura, ja bardzo Cię przepraszam! Nie chciałam żebyś była zła! To wina Dylana! On to zaplanował! Wszystko co źle się działo to jego wina!!
- Vanessa, proszę Cię. Ja wiem, że to debil :) Chciał mnie zgwałcić. Więcej go już nie zobaczymy, obiecuję :D A poza tym, w każdej chwili możemy wyjechać do Chorwacji!
- Wiem, dziękuje Ci za uspokojenie mnie <3
                       *Laura*
Dzień mijał tak szybko jak sekunda. Zdążyliśmy ledwo się rozpakować i zjeść.
Od razu jak wstałam rano poczułam swój pot.
- JEST! JEST! WRESZCIE! NARESZCIE 30*C
Kochałam lato bardziej niż Van i Rossa! Zima jest najgorsza na świecie -,-
Ubrałam się więc w to:

Bluzka świadczyła o mojej wierze. Od dawna byłam ateistką. Ten znaczek jest dla mnie bardzo istotny
(Jest już 18:26, pogratulujcie mi B| ) Byłam tak szczęśliwa! Zbiegłam po schodach prawie latając...
- Van! Ładnie mi?
- Tobie zawsze jest ładnie
- Dzięki
- Dzisiaj jadę na siłownie, nie będzie mnie dłużej. Obiad masz w lodówce, a na kolację Ci kupiłam płatki z mlekiem. Jak by coś dzwoń. Jeśli chcesz zaproś Rossa, Raini czy kogo chcesz prócz Dylana i Rikera i tej rodzinki...
- Okey, przyjdzie Ross.
- Wychodzę, do zobaczenia
W mgnieniu oka zadzwoniłam do Rossa
- Ross, chcesz do mnie przyjść?
- Nie mogę, muszę iść po nowy telefon, ten mi się ciągle zawiesza.
- Pójdę z Tobą, kupię sobie nowy cover na mojego Samsunga S5 <3
- Okey, przyjdę po Ciebie, poczekaj
Stanowczo to jest MÓJ DZIEŃ!
15 MINUT PÓŹNIEJ
Dochodziliśmy powoli do centrum handlowego
- Nigdy tu nie byłam, musi być tam ślicznie. Skoro wydali na to 2 miliony O.O
Gdy wchodziliśmy do środka leciała piosenka Indili "Run Run". Lecz nie mogłam jej posłuchać do końca, bo sklep z telefonami był tuż obok -,-
Wreszcie po dwóch godzinach wyszliśmy z Play
Ross wziął Samsunga Note 4, a ja 9 coverów :3
Covery:























Telefon:
(moja tapeta <3)
Gdy wróciliśmy była już 21:30. Nie mogę zaprzeczyć, że trochę się ociągałam wracając do domu. Od razu zjadłam kolację i przebrałam się w pidżamę. Vanessa już dawno spała... Ja nie byłam śpiąca więc zaczęłam komponować piosenkę. I potem najzwyczajniej - poszłam spać!
__________________________________________________________________
Jest w tej chwili 19:05 i mam nadzieję, że podoba Wam się "to coś, co napisałam". W między czasie obejrzałam filmik na You Tube. Rozdział krótki bo chcę obejrzeć Bzdurnego Kartona jak gra w The Sims 4. I teraz czekać na JAPANA zjadam :)
edit: Rozdziały od dzisiaj będą o godzinie 15: 00 w środy, a o 12:00 w soboty i  niedziele :D
♥Ke$h♥


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz